Zły dotyk księdza. Historia Piotra, ofiary księdza pedofila

Szacunkowy czas czytania: 3 min

„Jestem ofiarą księdza pedofila. Zniszczył mi życie. Nie przeprosił. Została mi depresja i próby samobójcze…”

Pedofilia wśród księży (również polskich) nie jest sprawą marginalną. Kościół katolicki okazał się być instytucją, która w ekspercki sposób opracowała taktykę ochrony sprawców przestępstw seksualnych. Odpowiednie procedury, zmowa milczenia i wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji społecznej kościoła, skutecznie odbierały ofiarom odwagę, by zacząć głośno mówić o swojej krzywdzie.

Niektórzy potrzebowali kilkudziesięciu lat, by przełamać w sobie strach i wstyd.

Poniżej historia jednej z ofiar księdza pedofila. List przyszedł do strony Inicjatywy DOŚĆ milczenia zajmującej się problematyką kościoła w przestrzeni publicznej.

Pisownia oryginalna

Wojnowice 02 – 02 – 2019

Do Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego

Piszę do Księdza Arcybiskupa w bardzo nieprzyjemnej sprawie. Ten list niestety powinien być napisany 25 lat wcześniej. Chciałbym spełnić swój moralny obowiązek i spisać swoje wspomnienia. Zaznaczam, że niczego nie mam zamiaru się domagać (sąd, itp.), niestety tak jest, że ofiary molestowania mówią o tym w większości po kilkudziesięciu latach.
Obecnie mam 38 lat a sprawa dotyczy księdza, który w latach 1990 – 1995 był Proboszczem w Parafii w Wojnowicach, to co się wtedy stało, jestem przekonany, że miało wpływ na całe moje życie, jeszcze mam koszmary, że ktoś mnie dotyka, śni mi się ksiądz Jerzy P.Miałem 12 lub 13 lat, pamiętam wiele sytuacji, które można powiedzieć nie miały w sobie zła. Częste przytulanie przez księdza, mówienie, że mnie kocha itd.(ciągłe nagabywanie, kiedy do księdza przychodzę), ale nie o tym chciałem napisać. Były też dwie sytuacje, które zniszczyły moje życie, nie spodziewałbym się, że wtedy jako niewinne dziecko, że od strony duchownego spotka mnie coś takiego. To był czas kiedy na temat seksu i życia intymnego nic nie wiedziałem. Pierwsza sytuacja pamiętam, ksiądz po mszy (nie pamiętam, czy już wtedy byłem ministrantem, bo krótko byłem) poprosił mnie i kolegę, abyśmy pomogli mu wycinać karteczki na roraty. W pewnym momencie usiadł na tapczanie z naszej lewej strony , lewą ręką nas objął , wykręcając głowy w przeciwnym kierunku bardzo mocno, abyśmy nie widzieli, że prawą ręką się masturbuje. Może gdyby nie to, co za chwilę opiszę uznałbym, że m się wydawało lub przewidziało. Druga sytuacja, byłem u księdza na plebanii i wszedłem do kuchni, po chwili zamknął drzwi od środka i stanął za mną, ściągnął mi spodnie i majtki i masturbował mnie. Byłem sparaliżowany i nie wiem dlaczego tak się stało, nie rozumiałem tego wtedy. Pamiętam drogę do domu, całą płakałem. Po tej sytuacji przestałem być ministrantem. Kościół omijałem szerokim łukiem. Milczałem wiele lat. Rodzina dowiedziała się kilka lat temu, gdy po próbie samobójczej, w wywiadzie się otwarłem. Mama przeczytała dokument, gdzie była napisane o traumatycznej sytuacji z dzieciństwa. Teraz wiem, że po tej sytuacji z dzieciństwa zachorowałem na depresję., leczę się od wielu lat. Wiem też, że ksiądz wkładał rękę w majtki nie tylko mi. Robił to także moim rówieśnikom a jednego mojego kolegę zgwałcił (ministranta P.). Piszę to z całą powagą. W latach młodzieńczych rozmawialiśmy o tym między sobą . Masturbował również innego kolegę –  P. Nawet jego mama o tym mówiła mojej. Liczę, że Biskup odzieli tego człowieka od dzieci.

Byłem w parafii na zeznaniach obecny ksiądz mi pomógł a kuria w Poznaniu co mnie zdziwiło koniecznie chcieli się ze mną spotkać, spotkaliśmy się ja 2 osoby z kurii spisane zostały zeznania moje mojej mamy i osób tam wymienionych trwało to kilka godzin potem powiadomiono mnie że ksiądz Jerzy P. został odsunięty albo przeszedł  na emeryturę ( nie wiem ) A zeznania zostały wysłane do Watykanu . Następnie kuria się ze mną skontaktowała że według nowego prawa mają obowiązek zgłosić do prokuratury zapytali czy ja to zrobię czy oni mają to zrobić zgodziłem się żeby oni to zgłosili ale czy to zrobili nie wiem.

Ksiądz Jerzy P. zniszczył mi życie. Nie przeprosił.

Piotr A.

Komentarze